Jak docenić i zaakceptować siebie?
Wszystko co związane z brakiem własnej akceptacji oraz brakiem doceniania siebie, jest uwarunkowane pewnymi ramami: społecznymi, kulturowymi, a nawet lokalizacją w jakiej się znajdujemy na świecie. Mówię dziś o Was, o nas i o sobie również, ponieważ wierzę głęboko, że aby świat nam sprzyjał i abyśmy mogli go zaakceptować, to najpierw warto wykonać to w sobie! Więc zamiast mówić, że mamy do wykonania pracę, przyjmujemy, że mamy do przebycia drogę. Wewnętrzną drogę. Praca może się źle kojarzyć.
W życiu chodzi o pozbywanie się dodatkowych ciężarów, a nie dodawanie sobie zbędnej pracy, która jest sprzeczna z naszą wolną wolą oraz czystym pięknem wewnątrz nas! No bo przecież jesteśmy piękni, prawda?
Zmiany następują bardziej pozytywnie wtedy, gdy nie wymagamy od siebie. Z drugiej strony świat nam każe wymagać: od państwa, rządu, od służby zdrowia, od pracodawcy, od…siebie. Takie wymaganie może wytworzyć ogromne napięcie w człowieku, które dodatkowo jest sprawcą naszego braku poczucia własnej wartości, które ostatecznie prowadzi do braku akceptacji i doceniania siebie. Najczęściej występuje ono na poziomie fizycznym, czyli na poziomie naszego ciała. Nie akceptujemy go i nie doceniamy, tylko dlatego, że wewnątrz nas jest niedobór akceptacji i doceniania. Co możemy z tym zrobić? Podsunę Wam dziś dwa sposoby na to jak zacząć z tym pracować.
Dwa etapy wewnętrznej drogi.
#1. Doświadczyć!
samo zdarzenie w naszym życiu jest ważne dla nas a nie gama emocji, które jemu towarzyszą.
#2.Utracić!
„Pozwalam sobie być takim jaki jestem, tak jak wyglądam. Nie wymagam radykalnych zmian od siebie. Pozwalam!”
Psychologiem nie jestem, ani żadnym super specjalistą od wszelkich bolączek życiowych. Wiem natomiast jedno: warto urzeczywistniać, czyli potwierdzać każdego dnia to, że jesteśmy wartościowi. Szczególnie warto to robić w momentach kiedy, nie czujemy się tak. Wiem, że łatwo się mówi, ale zachęcam Was do praktyki uwalniania oraz porzucania negatywnych wzorców, które sami kreujemy z niewiadomych powodów. Czasami sami je kreujemy na bazie doświadczeń życiowych związanych z tym jak chcielibyśmy, aby inni nas postrzegali. Jednak to jest mało ważne, co inni o nas pomyślą. Możemy być prawie pewni, że zazwyczaj nie pokryje się to z tym czego my byśmy chcieli. Wierzę jedynie, że za mało potwierdzamy naszej pełni, naszego świadomego bytu a za dużo jesteśmy utożsamieni z emocjami wokół zdarzeń życiowych. Dlatego najpierw doświadczajmy a potem uwalniajmy! Powodzenia.
Bogusław
/
Znakomity artykuł. Dzięki!
13 stycznia, 2018Michał Plewniak / Author
/
Proszę Bardzo 🙂
13 stycznia, 2018Słońce
/
Po tym „wypuszczeniu” czasem pojawia się przeciwieństwo tego, co wypuściliśmy! Zamiast złości wdzięczność, zamiast słabości – siła, a czasem, gdy wypuścimy przekonanie, które przestało nam służyć, okazuje się, że teraz bardziej rezonuje z nami coś zupełnie odwrotnego 🙂 Tylko, że to jest cała sztuka, żeby móc tak sobie coś puścić, ja np. zawsze muszę dojść do ściany, by móc to „uwolnić” i trochę się z tym posiłować, aż w końcu siup! odlatuje 😉
31 stycznia, 2018Michał Plewniak / Author
/
Jasne, myślę, że każdy chyba ma podobnie. bo jakby tak wszyscy sobie uwalniali za zawołanie zaraz po zaistniałej sytuacji to był by mega świat! Samych wzniosłości i radosnych chwil. A jednak ścieżka jest bardzo pięknie wyważona: raz uwolnienie, raz ściana! 😛 Hahah 🙂
31 stycznia, 2018